Jeszcze wokół prześnionej rewolucji

Pan Kuchciński woził rodzinę samolotami. Niby powinniśmy się już do tego przyzwyczaić, że władza się nadużywa, a jednak jego szef, pan Kaczyński bardzo się ponoć poirytował. Pan Kuchciński wpłacił za karę na Caritas symboliczną kwotę. Czy po tej aferze PiS-owi spadnie poparcie? Nie spadnie, podobnie jak nie spadło mimo licznych afer korupcyjnych znacznie większej wagi.

Można zauważyć, że społeczeństwo wyraża swoją pobłażliwością dla przekrętów władzy swoisty podziw. Społeczeństwo bowiem od lat łaknęło „władzy silnej ręki”, tak bardzo, że ją dostało. Władza ta jest butna, pomiata wszystkimi poza swoimi, ale swoimi też, bo to potrafi najlepiej. Jest arogancka i pełna pychy. Dostojnie pierdzi i szydzi z ustalonych porządków. Rzuca ludowi ochłapy i każe się przymknąć. I lud to ukochał, lud to kupuje.

Pan Wałęsa powtarza, ilekroć mam okazję wysłuchać jego wystąpień, że diagnoza rządzącej partii jest słuszna, tylko leczenie złe. Chodzi mu zapewne o transfery socjalne na niekorzyść inwestycyjnych i modernizacyjnych. Że może mniej ryby, a więcej wędki. No, ale rybę najłatwiej, wędkarze to wiedzą, ile się z wędką trzeba namęczyć.

Mamy pełnię lata i ono będzie gorące. Czeka nas najważniejsza od czterech lat kampania wyborcza. Poprzednie wybory przegrały siły prodemokratyczne, niezupełnie i nie spektakularnie, ale poniosły klęskę. Elektorat jest nieubłagany i metoda Victora D’Hondta też, o czym nie pamiętają ani wyborcy, ani partie polityczne, które zdecydowały się wystawić aż trzy koalicje. To wróży kolejną, tym razem ostateczną klęskę, ale ja nie o tym.

Nasz świat legł w gruzach. Po trosze z winy pana Kaczyńskiego i jego partii. Oto zdemolowany został ustrój państwa i metodycznie niszczone są jego podstawy: trójpodział władzy, niezależność sądownictwa, deptana jest Konstytucja.

Piszę „po trosze”, bo z drugiej strony można powiedzieć, że sam Kaczyński jest zaledwie swoistym katalizatorem – destruktorem wbrew sobie, albo też pomimo chęci. On, owszem, obraca w perzynę demokrację dla własnej wygody i pomyślności sowich oligarchów, niemniej ta tendencja zasadniczej zmiany rodzi się trochę niezależnie od jego fatalnej potencji. Ta zmiana jest rewolucyjna.

Mateusz Kijowski zwykł mawiać, że my – wówczas KOD – nie jesteśmy rewolucjonistami, co najwyżej kontrrewolucjonistami, bo chcemy zapobiec rewolucji Kaczyńskiego, ale to zaledwie połowiczna prawda. Okazało się, że rewolucja stoi u bram, czy tego chcemy, czy nie.

Stary porządek legł w gruzach niejako ponad łbem Kaczyńskiego. Konstytucja, której tak bronimy, a którą tak bezlitośnie szarga Kaczyński, ma pewne zapisy od samego początku martwe. Zwróciła mi na to uwagę Danuta Kuroń. „Społeczna gospodarka rynkowa”… Albo „zapewnienie ochrony środowiska” [kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju]… Albo, dodam od siebie, „świeckość państwa”…

Z jednej strony zatem mamy surogat rewolucji, tzw. rewolucję konserwatywną wcielaną przez Kaczyńskiego. To po części faszyzacja kraju, o której wspomina prof. Andrzej Leder, co przypominam nieustannie, bo jego opinia jest kluczowa dla zrozumienia, skąd się bierze neofaszyzm w Polsce i dlaczego jest tak Kaczyńskiemu potrzebny: „Kaczyński wprowadza nam faszyzm”.

Tu napomknę, że jeden z moich znajomych zżymał się ostatnio, że na ulicy pewna jejmość bezpardonowo zwróciła mu uwagę, że chodzi w upał w czarnych długich spodniach, gdy tymczasem powinien w krótkich. Wiem, że wobec lżenia mniejszości i aktów przemocy ta anegdota może się Państwu wydać minoderyjna i banalna, ale ona też świadczy o nastrojach rewolucyjnych. Oto obcy człowiek bez żenady i skrępowania zwraca drugiemu człowiekowi uwagę na strój.

Być może spyta Was o poglądy kioskarz i zbeszta za kupowanie nie tego organu, co trzeba, albo ekspedientka żachnie się, że kupujecie u niej wędlinę mając naklejkę „Strefa wolności” lub „Konstytucja”, i że ona wobec tego nie sprzeda, bo wrogom ojczyzny nie będzie sprzedawać swoich kiełbas…

Z drugiej strony jesteśmy świadkami i uczestnikami rewolucji obyczajowej, której poniechaliśmy i która wybucha z całą mocą, czy tego chcemy, czy nie. Upada autorytet kościoła, skorumpowanego, rozpolitykowanego, zdemoralizowanego. Kobiety upominają się o równouprawnienie, podobnie jak środowiska LGBT. Uczestniczymy w ich demonstracjach, a więc jesteśmy rewolucjonistami. Wieloletnie zaniechania dają o sobie znać, frustracja odzywa się ze zdwojoną siłą. Pewnych krzywd nie da się w nieskończoność zamiatać pod dywan.

Dlatego, mimo iż pragnęlibyśmy wspólnego frontu prodemokratycznego na scenie politycznej, który pozwoliłby zmieść z tej sceny Kaczyńskiego, tak się już nie stanie, sprawy bowiem zaszły za daleko. Ludziom przestało zależeć na skuteczności politycznej, nie chcą już być sprytni, nie chcą parlamentaryzmu. Chcą wykrzyczeć swój ból na ulicy. Chcą natychmiast zmian. Czyż to nie jest rewolucja?

A skoro przełamujemy wszelkie społeczne tabu i opowiadamy się za równością praw dla wszystkich dyskryminowanych, dla kobiet, osób LGBT, to czeka nas rozprawa z jeszcze jednym tabu, bodaj najgroźniejszym. Trzeba się wreszcie zmierzyć z własną historią, a więc własną tożsamością. Czas dojrzeć i dorosnąć, i przestać traktować „naród” w kategoriach skrajnych, z pomocą idealizacji lub dewaluacji.

Pisze o tym Tomasz Żukowski w książce „Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów”. Wiem, że to nieznośnie bolesne, i że wszyscy wolelibyśmy o tym nie pamiętać, wyprzeć to, zaprzeczyć, lecz skoro mamy dokonać rewolucji, zdobądźmy się tym razem na odwagę. Zacznijmy się traktować racjonalni, jako społeczeństwo o historii trudnej, raz chwalebnej, innym razem podłej. Takie oczyszczenie właśnie teraz, wbrew kłamliwej polityce historycznej IPN, PiS i Rydzyka, może nam przynieść sporo ulgi:

Wielki retusz w Wielkiej Literze

Nakładem Wydawnictwa Wielka Litera ukazała się książka Tomasza Żukowskiego "Wielki retusz. Jak zapomnieliśmy, że Polacy zabijali Żydów".Autor opowiada o swojej książce.Nagranie: Przemysław Wiszniewskihttps://wielkalitera.pl/produkt/wielki-retusz-jak-zapomnielismy-ze-polacy-zabijali-zydow/

Opublikowany przez Marek Edelman Środa, 19 czerwca 2019

Przeciw czemu protestujesz?

Niekiedy powiadam, że jestem mizantropem, bo faktycznie sporo mam życiowych rozczarowań w stosunku do rodzaju ludzkiego na swoim koncie. Wciąż jednak natura ludzka mnie fascynuje. Nie dzielę znajomych i nieznajomych na heteryków i LGBT. Orientacja seksualna innych raczej mnie nie interesuje. Chyba że ktoś mi swoją objawi, wówczas po prostu przyjmuję ją do wiadomości.
czytaj więcej…

Marsz Równości – Marsz Pamięci – Marsz Brunatny

Dzięki internetowi i moim przyjaciołom uzbrojonym w stosowny sprzęt na bieżąco wiem, jaki miał przebieg Marsz Równości w Białymstoku. Naprzeciw tęczowej młodzieży – nienawistne bojówki neofaszystów.

Zostali ośmieleni przez polski episkopat i przezeń sprowokowani pochwałami tych cytatów ze świętych ksiąg, które każą kamienować homoseksualistów, co przecież pisano kilka tysiącleci temu…

Tymczasem pojutrze, 22 lipca, w poniedziałek o godz. 18:00 ruszy spod Umschlagplatz Marsz Pamięci w 77. rocznicę rozpoczęcia wielkiej akcji likwidacyjnej getta warszawskiego.

Końcową stację składy bydlęcych wagonów miały w Treblince, lecz śmierć nie zakończyła nienawiści do ofiar. Co ciekawe, nienawiści manifestowanej nie tyle przez oprawców, ile przez świadków.

Dziś z uwagi na statystycznie istotny brak Żydów ich rolę przejęły osoby LGBT oraz wszyscy, których wskażą bojówki pogrobowców Hitlera: uchodźcy, mniejszości, lewacy, zaś rolę niegdysiejszych oprawców, jak się zdaje po przebiegu Marszu Równości w Białymstoku, chcą koniecznie przejąć potomkowie świadków.

Stan mentalności społecznej można śmiało nazwać pomieszaniem, zagubieniem i dezorientacją. I ogłupieniem, czy też otumanieniem. Brakuje istotnych drogowskazów. Normy umysłowe, które dotychczas pozwalały odróżniać prawdę od fałszu, dziś tego nie gwarantują.

Na spotkanie opozycji ulicznej z Komitetem Obywatelskim Lecha Wałęsy szedłem dzisiaj w zacnym towarzystwie Olgierda Łukaszewicza, który podejmuje wciąż wysiłek pozytywistyczny spotkań w gminach i sołectwach na polskiej prowincji.

Kiedy westchnąłem, że być może przyjdzie mi kolejne cztery lata spędzić na ulicy, zaprotestował, że to nieskuteczne, bo trzeba jeździć po kraju i rozmawiać z ludźmi. Perswadować i tłumaczyć.

Na litość boską, co ja mam tym ludziom tłumaczyć! Że są zdemoralizowani gotówką dawaną do ręki przez populistów, ale też przez Unię Europejską (dopłaty bezpośrednie)?! Że przedkładają własny partykularyzm ponad interes ogólnopaństwowy?!

Że zostali oszukani i bronią tego oszustwa, bo w przeciwnym razie musieliby się przyznać przed samymi sobą, że dali się oszukać, bo są frajerami?! Że dopiero po jakimś czasie wychodzi na jaw szwindel, a nie od razu?! Że pieniądze nie rosną na drzewach i żeby móc dostawać gotówkę na wódkę muszą więcej płacić w sklepie za zagrychę?!

Owszem, bezpiecznie mi na warszawskiej ulicy, z dala od sympatyków władzy, bez potrzeby konfrontowania moich przekonań i poglądów z idiotyzmami. Nie nadaję się na misjonarza. Podziwiam tych, którzy to potrafią. Trzeba mieć talent.

Tak jak los każdego człowieka musi się dopełnić, podobnie dopełnić się musi los społeczeństwa. Jeśli nie potrafi przewidywać konsekwencji swoich wyborów, musi się tego nauczyć poprzez dramatyczne doświadczenie i klęskę. Człowiek uczy się na własnych błędach i podobnie – kolejne generacje narodu.

I tego z całego serca życzę Polakom! Cóż z tego, że byliby bogaci, skoro pozostaną głupi? Lepiej być mądrym, choćby i po szkodzie.
Polska Normalna?

Zdjęcie dzięki uprzejmości Jarka Malickiego

Nigdy więcej?

„Nigdy więcej!” jest frazą, która wynika za szlachetnych intencji, choć ilustruje zaklinanie rzeczywistości. Wiadomo bowiem, że historia lubi się powtarzać.
 
Owa idea „Nigdy więcej!” została wyryta w kamieniu na obelisku w Treblince. Zagazowano tam 800 tys. Żydów, przy czym nie Cyklonem B, ale spalinami z ciężarówek, które rurami wpuszczano do komór gazowych.
 
Prace budowlane Obozu Zagłady w Treblince zakończono 11 lipca 1942 roku. Pierwszy transport z getta warszawskiego odjechał z Warszawy do Treblinki 22 lipca, pierwszego dnia tzw. wielkiej akcji wysiedleńczej. Przybył tam 23 lipca, w dniu żydowskiego święta Tisza be-Aw.
 
O okolicach Treblinki Jan Tomasz Gross napisał książkę „Złote żniwa”. Ludność przekopywała popioły w poszukiwaniu złotych zębów i kosztowności.
 
10 lipca będziemy obchodzić kolejną rocznicę Mordu w Jedwabnem. To tylko nazwa, choć wiadomo, że analogicznych mordów dokonała na Żydach polska ludność w wielu innych miejscowościach podczas wojny. O Jedwabnem prof. Gross również napisał książkę pt. „Sąsiedzi”.
 
Został nakręcony film pod tym samym tytułem przez Agnieszkę Arnold. Władysław Pasikowski nakręcił „Pokłosie” z Maciejem Stuhrem. Prawdziwi Polacy twierdzą, że to nie przodkowie spalili żywcem Żydów w stodole, lecz Niemcy.
 
Strażnikiem pamięci, któremu zawdzięczam ubiegłoroczną peregrynację do tego miejsca żydowskiej kaźni (na zdjęciu), jest ksiądz Wojciech Lemański. Podobnie, jak strażnikiem pamięci Treblinki.
http://przemyslawwiszniewski.naczatach.pl/2018/03/18/jedwabne/
 
Szanowni Państwo,
należy o tym pamiętać, właśnie dla frazy „Nigdy więcej!” Tymczasem nie ma tygodnia, by w Polsce nie doszło do kolejnego rasistowskiego ataku. Dziś dowiedzieliśmy się, że student z Indii został pobity w gdańskim pociągu. Kopiąc go w klatkę piersiową napastnik krzyczał „Je… Arabów!”
http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,24973925,student-indii-zaatakowany-w-skm-napastnik-krzyczal-jebac-arabow.html
 
Innego Hindusa pobił pod koniec czerwca Polak w Aleksandrowie Łódzkim. Z kolei Polakowi, który krzyczał w Przemyślu w twarze neofaszystom „Precz z polskim faszyzmem!” policja postawiła zarzut „znieważenia narodu polskiego”…
 
Dlatego o tym wszystkim mówię, a nie dlatego, by kogokolwiek upokarzać, czy zawstydzać, czy też odciągać od milszych tematów. „Nigdy więcej!” jest możliwe jedynie wtedy, gdy będziemy pamiętać zarówno o czynach heroicznych z naszej wspólnej przeszłości, jak i podłych. Historia jest nauczycielką życia. Trzeba ją znać, nie zakłamaną, bolesną, niekiedy chwalebną.

Rocznica pogromu kieleckiego

Dziś obchodzimy tragiczną 73. rocznicę Pogromu kieleckiego. To było zdarzenie fatalne, polała się krew. Polscy Żydzi ocaleni z Szoa, zdali sobie sprawę, że Ojczyzna się ich wyrzekła, i że Hitler triumfuje. Polacy w Kielcach dali mu pośmiertne zwycięstwo.

W Roku Marka Edelmana warto przypomnieć jego wspomnienie:

„Wszystko, o czym pisze Gross, to przecież prawda. Byłem z moim przyjacielem Antkiem Cukiermanem w Kielcach następnego dnia po pogromie. Jechaliśmy zorganizowanym przez wojsko pociągiem z kuchnią polową i lekarstwami dla ofiar. Po drodze widziałem, co się dzieje na stacjach. Na każdej niemal leżały trzy, cztery ciała przykryte gazetami. To byli Żydzi zamordowani w tzw. akcji wagonowej. W Centralnym Komitecie Żydowskim było zarejestrowanych 1300 czy 1500 takich przypadków. A ilu nie zarejestrowano? Zatrzymywanie pociągów, wyciąganie i zabijanie Żydów to była wtedy powszechna rzecz.”

Całość rozmowy z Joanną Szczęsną

W Kielcach działa człowiek wybitny, Bogdan Białek, którego miałem honor poznać i się z nim zaprzyjaźnić. Zaprosił mnie wraz z moją córką, Natalią, swego czasu do Kielc, gdzie prowadziliśmy warsztaty antydyskryminacyjne w tamtejszych szkołach, takie same, jakie wcześniej organizowaliśmy w Warszawie z ramienia Stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita.

W Kielcach poznałem osobiście twórców scenariusza naszych lekcji. Scenariusz od wielu lat wisi w internecie, lecz mało kto zeń korzysta i może to jedna z przyczyn, dlaczego w tej chwili w Polsce kwitnie rasizm, antysemityzm i ksenofobia. Społeczeństwo ulega faszyzacji PiS-u i pokrewnych ugrupowań.

Oto link, o którym wyżej wspomniałem – gotowe lekcje.

Bogdan jest redaktorem naczelnym „Charakterów”, byłym dysydentem PRL-owskim, działa w Polskiej Radzie Chrześcijan i Żydów. Jest prezesem kieleckiego Stowarzyszenia im Jana Karskiego. Od wielu dekad działa na rzecz dialogu polsko-żydowskiego i zachowania pamięci o ofiarach pogromu.

Dzisiejsza data wiąże się ze wzruszającą uroczystością, którą rokrocznie organizuje w Kielcach.

15 lat temu Marek Edelman odwiedził Kielce na zaproszenie Bogdana Białka. Powiedział wówczas:

„Byłem w Kielcach dzień po pogromie. Widziałem martwych ludzi, krew na chodnikach. Od tego czasu nie przyjeżdżałem tutaj. Minęło ponad 50 lat i znów tu jestem. Czas wyplenił zło z tego miasta. Kielce to jest już inne, lepsze miasto. To, że powstało tu gimnazjum Karskiego, najlepiej o tym świadczy. Nadanie imienia nie jest ważne dla gości czy urzędników, to jest ważne dla tego miasta. Patrzę na waszą młodzież i bardzo się cieszę. Powtórzę jeszcze raz to, co już wcześniej mówiłem. Ci ludzie będą żyli w pięknej i wolnej Polsce. Takiej, jaką sobie Karski wymarzył.”

Przykład ogromnej pracy Bogdana pokazuje, jak nawet najgorsze karty historii mogą stanowić nie tylko ostrzeżenie, ale przede wszystkim pretekst do mozolnego budowania. Dziś myślami bądźmy w Kielcach.
Ilustracja – kadr z filmu

Opublikowany przez Stowarzyszenie im. Jana Karskiego Środa, 3 lipca 2019