Drętwe próby zaistnienia

Już mamy wszystko ułożone w głowach, niczym w tekturowym pudełeczku na zabawki. Już mamy ułożone i nikt nam nie zaburzy porządeczku. Mamy tam poćwiartowanego Mateusza Kijowskiego, i mamy tam inne figurki ułożone na tacy przez pismaków rozmaitej proweniencji. I wara wszystkim, którzy by chcieli nam ów porządeczek przemeblować, bośmy już doń przywykli i nie mamy zamiaru niczego zmieniać.

Komitet Obrony Demokracji został rozwałkowany i zneutralizowany przez trzy typy osób weń zaangażowanych: przez służby pisowskie, wyrachowanych karierowiczów oraz pożytecznych idiotów. Trzy grupy, trzy środowiska ze sobą pozornie nie związane, choć działające wspólnie i w porozumieniu. Zlinczowały charyzmatycznego lidera i w ten sposób doprowadziły do upadku ruchu. Teraz mamy około 50 rozmaitych organizacji na terenie całej Polski, które dzieło KOD-u kontynuują.

Z prawdziwym zdumieniem dowiaduję się od co najmniej roku z enuncjacji prasowych, a są to poważne tytuły, że masowe demonstracje pojawiły się podczas wakacji 2017 roku, czyli w ubiegłe wakacje. Cały etos KOD-u Mateusza Kijowskiego z 2016 roku (a właściwie 2015/2016) został skutecznie wygumkowany i przekreślony, jakkolwiek nie przez pisowski IPN. Przez naszych własnych architektów zbiorowej wyobraźni. Jak widać, polityka historyczna nie odnosi się tylko do kłamstw prezesa Kaczyńskiego. Równie skutecznie prowadzą ją środowiska opozycyjne.

Grupa przyjaciół, w tym i moja skromna osoba, regularnie zasiada w charakterze publiczności na procesie wytoczonym Mateuszowi Kijowskiemu przez prokuraturę, zaalarmowaną podczas słynnej konferencji prasowej tzw. sygnalistów, czyli Magdalenę Filiks, Jarosława Marciniaka i Radomira Szumełdę. Zarzuty dotyczą poświadczenia nieprawdy i przywłaszczenia. Kiedy prasa zajmowała się oskarżeniami, jednocześnie sformułowała wyrok. Wyrok brzmiał „winny!” i nakarmiona świętym oburzeniem opinia publiczna przyjęła go na wiarę. Bez żadnych wątpliwości, wahań, krytycznej próby wniknięcia w argumentację jednej i drugiej strony.

Nie jestem świadkiem w tej fatalnej sprawie, mimo że znam ją od samego początku. Nie jestem, bo nigdy w KOD-zie nie pełniłem żadnych funkcji, poza funkcją nadwornego dziennikarza portalu „Ruch KOD”. Wiem, że wszyscy, którzy zadali sobie trud zapytania, wiedzieli o zaangażowaniu lidera na wielu polach, wiedzieli o jego trudnej sytuacji materialnej, wiedzieli o refundowaniu fatygi obsługi informatycznej w taki a nie inny sposób. To prawda, że KOD nadmiernie tej sprawy nie nagłaśniał, ale nie była też ona żadną tajemnicą.

Dopiero miernoty, które zapragnęły Kijowskiego wykosić, postanowiły uczynić z tego sensację i skandal. I się udało.

Ostatnio rozmawiałem z osobą publiczną, która cieszy się wielkim autorytetem i należy do środowiska opiniotwórczego, która – zagadnięta przeze mnie – powtórzyła jak mantrę mocno naciąganą tezę, że to Mateusz odpowiada za zdewastowanie KOD-u. Na nic się zdały zabiegi Zespołu Dobrych Usług, który badając prace KOD-u owszem miał zastrzeżenia do Mateusza, lecz raczej za bałagan, niż za faktyczne przewiny.

Proces zatem w pruszkowskim sądzie, podczas którego na ławie oskarżonych zasiada nasz Mateusz Kijowski, nie cieszy się już zainteresowaniem opinii publicznej, bo wszyscy dawno temu wydali wyrok zaocznie i zlinczowali winnego. To po co się przyglądać procesowi? Wszystkie rozprawy są transmitowane na Video-KOD, i doprawdy są fascynujące. Świadkowie oskarżenia na ogół nic nie pamiętają. Świadkowie obrony pamiętają doskonale. Ostatnio sygnalistka Filiks przysłała zwolnienie lekarskie. Czyżby fakt, że boi się zeznawać pod przysięgą to, co nakłamała do kamer, spowodował perturbacje zdrowotne? Czy podobnie pochoruje się sygnalista Marciniak? A dziadunio przybędzie, skoro już nie ma płacone?

I mamy teraz taką sytuację, że wprawdzie żywcem pogrzebaliśmy Kijowskiego, ale niczego nie wykombinowaliśmy w zamian. Dziadunio, który go zastąpił, odkąd skończyły się w KOD-zie pieniądze na honoraria, postanowił publicznie występować raz na kwartał. Dzielnie go wyręcza pani Filiks, która bryluje zwłaszcza pod Sądem Najwyższym, drąc się do mikrofonu i dając z siebie wszystko. Ot, drętwe próby zaistnienia.

Wszyscy się dziwimy, dlaczego pod Sądem Najwyższym nie pojawiają się wielotysięczne tłumy, jak to miało miejsce w 2016 roku, kiedy liderem ruchu był Mateusz Kijowski. Cóż, zdziwienie jest pierwszym krokiem do zyskania jakiejś świadomości.

W 2016 roku Mateusz budował Koalicję Wolność Równość Demokracja z liderami opozycyjnych ugrupowań politycznych (nawiasem mówiąc, identyczną nazwę przyjęliśmy dla naszego wspólnego stowarzyszenia, które założyliśmy w tym roku). Echem tamtej koalicji jest obecna Koalicja Obywatelska, która ma ambicje wygrać wybory samorządowe.

Chcecie wygrać wybory? Chcecie bronić Sądu Najwyższego przed pacyfikacją ze strony dyktatury Kaczyńskiego? Włączę się całym sobą, ale najpierw albo przy okazji uderzcie się w piersi, że to również dzięki naszej/waszej, pożytecznych idiotów, bierności, tak łatwo udało się zdewastować ruch, będący od początku naszą wspólną nadzieją.

Rating: 4.3/5. From 18 votes.
Please wait...

Facebook Comments