Nasz Mateusz nie pogrzebany

NaCzatach Mateusz Kijowski Nasz Mateusz nie pogrzebany Przemysław Wiszniewski

Mieliśmy dzielnie przeciwstawiać się pisowskiej nawałnicy i powstrzymywać rujnowanie kraju. Udało się stworzyć masowy ruch społeczny, którego marka wypromowana przez lidera, jest solą w oku władzy po dziś dzień, pomimo że już tylko jedną z wielu.

Nie mamy szansy wygrać z chuliganami politycznymi u steru władzy, dopóki powszechnie nie zrozumiemy, że lincz, w którym wzięliśmy udział, lincz na Mateuszu Kijowskim, był splotem wielu okoliczności i zabiegów, począwszy od gorliwych działań tych, w których KOD był wymierzony, poprzez partykularne interesy organizacji, aż po ambicje niespełnionych karierowiczów.

Sąd nad Mateuszem Kijowskim odbył się dawno temu w prasie. Był to samosąd skwapliwie przez nią zainicjowany i podchwycony przez ogłupiałą opinię publiczną. Społeczeństwo zapomniawszy o instynkcie samozachowawczym przejęło propagandę jako swoją własną i wydało wyrok. Odtąd wszelkie marzenia o solidarności społecznej prysły, a nadzieje na pokonanie pisowskiego potwora zostały zniweczone.

Następnie mieliśmy cały orszak pretendentów do pustego „tronu” po charyzmatycznym liderze, rzec by można specyficzny casting. Mieliśmy Władka Frasyniuka, Pawła Kasprzaka, no i Krzysztofa Łozińskiego (przepraszam, jeśli kogoś nie wymieniłem). Każdy z nich w stosownym wycinku czasowym cieszył się przychylnością prasy niezależnej, i każdy koniec końców sobie odpuszczał. Cień Mateusza Kijowskiego całkowicie przysłaniał ich nimb.

Daliśmy się rozegrać spin doktorom Prawa i Sprawiedliwości, którym nie było na rękę, że poza opozycją parlamentarną wyrosła ta uliczna. Na nic się zdadzą zatem zabiegi cementujące opozycję dopóki nie zrozumiemy, w czym tkwi zasadniczy problem naszej działalności. Brakuje nam lidera.

Alimenty

Można powtarzać do znudzenia, że Mateusz Kijowski nie zalegał i nie uchylał się uporczywie z płaceniem alimentów. Zainteresowany sam przedstawia stosowną dokumentację publicznie na stronie http://audyt.kijowski.net/ Nikogo to jednak nie interesuje, gdyż rzeczywistość, którą jest w stanie ogarnąć opinia publiczna musi mieć konstrukcję cepa. Dziennikarze, którzy opluli Mateusza, nigdy nie poczuli się w obowiązku, żeby swoje kalumnie odszczekać. Wolą schlebiać tanim gustom, bo przyznanie się do błędu nie mieści się w standardach ich prostackiej działalności.

W efekcie za Mateuszem biega ogłupiała publiczność krzycząc inwektywy. Jak niegdyś uwielbiany, teraz z podobną siłą znienawidzony. Mali ludzie lubują się w opluwaniu niegdysiejszych idoli. Czują wówczas własną, jakże iluzoryczną, siłę. Nazwiska tych dziennikarzy pamiętam. Nie są wcale pracownikami pisowskiej szczujni, choć z nią w tym akurat wycinku naszej rzeczywistości śpiewali fałszywie w zgodnym chórze.

Lewica – prawica – bęc

Salon lewicowych intelektualistów oburzył się, kiedy Mateusz Kijowski postulował narodową zgodę, kiedy apelował o powstrzymanie się od nienawiści i pogardy wobec przeciwnej strony sporu o kształt Polski. Dorobili mu gębę prawola. Piewcy Romana Dmowskiego, choć pamiętamy, że przecież w imię zgody narodowej pod jego pomnikiem klękał także Bronisław Komorowski. Salon ten postanowił jednak, że z Kijowskim mu nie po drodze, bo nie będzie się bratał z konserwatystami. I cóż się wówczas wydarzyło? Porozumienie ponad podziałami. Ów śmieszny salon śpiewa w fałszywym wprawdzie, lecz zgodnym chórze z prawicową szczujnią, śpiewa hymn przeciwko Kijowskiemu. Kompromitacja? Nie, bo to salon bez specjalnego znaczenia.

Niegdysiejszy lider SLD, pan Miller zabłysnął bon motem, że Kijowski zbiera na Boże Narodzenie. Jakże wszyscy go za to wychwalali, także narodowcy, że tak boksował Mateusza, pamiętacie? Leszek Miller wcześniej wprowadził na salony Magdalenę Ogórek, co najlepiej świadczy o jego politycznej przenikliwości. Jest więc nie lada autorytetem. Drugi mesjasz lewicy, prof. Jan Hartman, wieszczył, że nowym liderem, który pokona rządy Kaczyńskiego, będzie Krzysztof Łoziński. Widzimy każdego dnia, ile są warte proroctwa Hartmana i szczerze mu gratulujemy.

Prasa niezależna

Wróćmy do dziennikarzy. Do rzetelności dziennikarzy prasy niezależnej. Ich wytwory sięgnęły bruku. Pan Żakowski, tak jak wcześniej apologeta Mateusza, naraz stał się jego nieprzejednanym wrogiem i porównał do worka kamieni. Umizgi pana Żakowskiego były zawsze pocałunkiem śmierci. Kiedyś porównał KOD do Hamasu: https://liberte.pl/zakowski-hamasowiec/ Potem stwierdził, że każdy prawdziwy chłop idzie na wojnę, więc alimenty nie powinny budzić zgorszenia, choć nie dociekał prawdziwości swoich tez, odnosząc je do Kijowskiego:
http://natemat.pl/166587,zakowski-komentuje-problemy-kijowskiego-z-alimentami-mezczyzni-zostawiaja-kobiety-z-dziecmi-gdy-ida-na-wojne

Na koniec, zanim wreszcie zamilknął, użył metafory kamiennej. To była figura stylistyczna oparta na prymitywnej projekcji. To Żakowski przystał do tłumu kamienujących Mateusza:
http://wyborcza.pl/7,95891,21336295,polemika-z-jackiem-zakowskim.html
Dziennikarze prasy niezależnej, choć nieświadomie, przyłączyli się do zgodnie fałszującego chóru prawicowej szczujni. Włącznie z panem Żakowskim. W tym sensie mógłby rzucić się w objęcia pana Ziemkiewicza, czy braci Karnowskich. Huzia na Mateusza! Ale zabawa!

Autorytety

Przeciwnikiem Mateusza Kijowskiego są postaci znaczące. Był taką postacią prof. Leszek Balcerowicz. Ostro rył pod Mateuszem w przekonaniu, że czyni dobrze. Komu czynił dobrze? Profesor ma swoje zasługi w ratowaniu polskiej ekonomii, lecz to dawno i nieprawda, a na dodatek jakoś tak z zagubieniem czynnika ludzkiego i społecznego solidaryzmu. Natomiast w dziedzinach stricte politycznych profesora zawsze i konsekwentnie zawodziła intuicja (podzwonne dla Unii Wolności vel Demokratycznej). I tutaj, w przypadku Mateusza, też się tak stało. Oczywiście, możemy tylko domniemywać, że w grę wchodziły także partykularne interesy partyjne, ale fakt faktem, „patronat” Balcerowicza nad Kijowskim wielce KOD-owi zaszkodził.

Zaśpiewał bowiem Balcerowicz w zgodnym choć fałszywym chórze prawicowej szczujni. Porozumienie ponad podziałami.

Honor autorytetów jako takich uratował Zespół Dobrych Usług na czele z Danutą Kuroń, w skład którego weszły takie postaci, jak Monika Płatek, Krystyna Skarżyńska, Halina Flis-Kuczyńska, czy Piotr Niemczyk: http://audyt.kijowski.net/wp-content/uploads/2017/01/Zesp%C3%B3%C5%82-dobrych-us%C5%82ug_28-01-2017.pdf
Ich głos był jednak zbyt cichy, podobnie jak głos Adama Michnika, który w chórze szczujni nigdy nie zaśpiewał. https://wiadomosci.wp.pl/adam-michnik-broni-kod-u-za-wszelka-cene-kijowski-to-czlowiek-uczciwy-i-rozumny-6130393555007617a

Co po epoce Kijowskiego

Najlepiej się udają protesty pod Sądem Najwyższym. Wbrew narracji, że ruchom kobiecym zależy głównie na obronie praw kobiet, a młodzieży na obronie puszczy przed wycinką, to właśnie te protesty w obronie sądownictwa skupiają rzesze młodzieży, w tym środowisk kobiecych. Mimo że na scenie na ogół lansują się wśród mówców także obecni liderzy KOD-u, meetingi te są organizowane przez Akcję Demokracja, której należą się szczególne wyrazy uznania, za pikiety wakacyjne roku ubiegłego i obecnego.

Jednym z liderów Akcji Demokracja jest Piotr Cykowski: http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22131208,akcja-demokracja-jedno-klikniecie-i-wybuchlo.html
Ten sam, który wraz z Pawłem Wimmerem i Piotrem Ch. operował milionowymi kwotami Komitetu Społecznego KOD. Paweł Wimmer podczas niedawnego publicznego procesu wytoczonego przez sygnalistów Mateuszowi Kijowskiemu przyznał, że jest kłopot z rozliczeniem pół miliona z publicznych zbiórek. I mimo że wszyscy o tym wiedzą, nikt nikomu nie stawia żadnych zarzutów i nie prokuruje oskarżeń. Cierpliwie czekamy na rozliczenie w imię wyższej racji.

Dlaczego? Bo nie jesteśmy sygnalistami i nie leży w naszym publicznym interesie dalsze rozbijanie rozbitej opozycji. Nie chcemy śpiewać w zgodnym, choć fałszywym chórze pisowskiej szczujni.

Domniemanie niewinności

Bronimy Konstytucji, lecz poza preambułą jej nie znamy. Zamiast wczytać się w jej treść, wolimy wieszać koszulki z napisem Konstytucja na pomnikach i pomniczkach, choć intuicyjnie wiemy, że sam napis jest pusty, o ile pozbawiony treści.

Jednym z zapisów Konstytucji jest domniemanie niewinności. Art. 42 ust. 3 Konstytucji RP stanowi, że każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
Podobnie stanowi Kodeks postępowania karnego: Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem (art. 5 § 1 k.p.k.). Założeniem tej zasady jest domniemanie uczciwości każdego obywatela, chyba że dowiedziona zostanie jego nieuczciwość.

Społeczeństwo w przypadku Mateusza Kijowskiego wydało wyrok zaocznie. Uznało go winnym. W zachęcaniu do publicznego linczu pomogły autorytety i media niezależne. Dla społeczeństwa, także naszej strony barykady, Konstytucja to zaledwie napis i preambuła. Poszczególne zapisy, także ten o domniemaniu niewinności, są trudne do zrozumienia. Autorytety i media niezależne pozbyły się Mateusza Kijowskiego z publicznej przestrzeni, czym uniemożliwiły efektywny społeczny sprzeciw, ale nie mają sobie nic do zarzucenia.

Ogłupiałe społeczeństwo szuka nowych twarzy i namaszcza coraz to nowe postaci na swoich przywódców. Pomagają im w tym autorytety i media niezależne. Trwa zabawa, podczas której Kaczyński spokojnie i metodycznie rujnuje nasze państwo i zaciera ręce. To jemu najbardziej podoba się polityczny niebyt Mateusza Kijowskiego. Skoro z nim się udało, uda się z pozostałymi.

Można zaledwie ze zgrozą przyglądać się tym pląsom po obu stronach barykady: po jednej pisowcy tańczą triumfalnie Poleczkę, bo wiedzą, że kraj jest ich, i że na wszystko mogą sobie pozwolić; po drugiej trwa podobny taniec na brzuchu Kijowskiego, barbarzyński „taniec śmierci” (cywilnej), który niczego dobrego nie zwiastuje, choć daje chwilowe poczucie samozadowolenia tańczącym. Wszyscy śpiewamy zatem w zgodnym i fałszywym chórze, który narzuciła nam pisowska szczujnia, i wszyscy dobrze się bawimy w przedśmiertnych pląsach.

Rating: 4.1/5. From 45 votes.
Please wait...

Facebook Comments