Czarny Piątek – triumf społecznej solidarności

Według różnych szacunków przemaszerowało nas dzisiaj ulicami Warszawy od 50 do 80 tysięcy osób. W proteście przeciwko antydemokratycznym zmianom ustroju, a zwłaszcza wobec zakusów państwa na odbieranie praw kobietom i na klerykalizację kraju.

Od razu zastrzegam, że piszę na gorąco jako uczestnik widzący siłą rzeczy zaledwie drobny skrawek zjawiska, które dziś wszyscy zbiorowo przeżywaliśmy. Nie mam więc całościowego oglądu tego ogromnego zamierzenia logistycznego. Składam gorące podziękowania i wyrazu największego podziwu organizatorkom: Marcie Lempart, Elżbiecie Podleśnej, Bożenie Przyłuskiej, Agnieszce Czeredereckiej i wielu innym paniom, które się w ten dzisiejszy protest zaangażowały, czego efekt mogliśmy podziwiać.

Strajk Kobiet należy do szerszego środowiska opozycji ulicznej. Od początku wspieramy się wzajemnie. Dziewczyny wspierały i wspierają nasze wspólne protesty przeciw dewastacji praworządności i sądownictwa, my staramy się wspierać protesty kobiece. Należy z całą mocą podkreślić, że opozycja chodnikowa jest sfeminizowana, a przynajmniej widoczną większość stanowią panie.

Za każdym razem dziennikarze się dziwią, skąd mężczyźni na manifestacjach kobiecych, i za każdym razem odpowiadamy, że bronimy wspólnych praw. Mężczyźni mają obowiązek (a nie tylko przyjemność) wspierać protesty w obronie praw kobiet. Nagraliśmy nawet filmik, autorstwa Roberta Hojdy „Arizony” z Przystani OKO, na którym zachęcamy facetów do współudziału.

Pojawia się niekiedy pytanie polityczne, co PiS chciało przykryć aferą z ustawą antyaborcyjną. Wywołało temat, po czym zrezygnowało. Czyżby zasłona dymna? To nie tak! Oni testują nasze społeczne zaangażowanie. Ale fakt, że PiS ustawiło się w pozycji rozgrywającego między społeczeństwem a klerem. Ma teraz alibi, by powiedzieć purpuratom: „sorry, nie możemy forsować całkowitego zakazu aborcji, bo to wzbudza masowe protesty społeczne i stracimy poparcie”.

Na dzisiejszym proteście wątki antyklerykalne pojawiły się wyraziście. Zwłaszcza na Miodowej i dalej na Trakcie Królewskim pod kościołami, gdzie Bożena Przyłuska diagnozowała, kogo winniśmy obwiniać za brak równouprawnienia kobiet w Polsce i za to, że polityka państwa sprzyja dyskryminacji kobiet w wielu dziedzinach życia, zaś ukoronowaniem tejże ultrakonserwatywnej polityki jest projekt ustawy zmuszającej kobiety do rodzenia bezczaszkowców.

Nie mamy więc wyjścia i musimy protestować, głośno, masowo i nieprzerwanie, nawet, jeśli niektórzy sądzą, że to temat zastępczy. Temat jest jednak fundamentalny, od niego całe zło się zaczyna. Jeśli pozwolimy na dyskryminację jednej grupy społecznej, zaraz pojawią się kandydaci z długiej listy. Kobiety w Polsce muszą mieć zagwarantowane prawo do aborcji. Ze względów zdrowotnych, ze względów prawnych, ze względów społecznych. A w przyszłości – na życzenie, bo aborcja jest decyzją kobiety, nie teoretyków i moralistów żyjących teoretycznie w celibacie.

Zacząłem swój marsz od Świętokrzyskiej, gdzie maszerowała młodzież. Z mojej ulubionej Antify i innych organizacji. Spotkałem tam m.in. Marka Kossakowskiego, szefa Zielonych, i pułkownika Adama Mazgułę (oraz mojego bliskiego znajomego Jarka Malickiego). Przemaszerowaliśmy na Miodową, gdzie z kolei wysłuchałem Grzegorza Antoszewskiego, który odśpiewał trawestację Roty. Wraz z Danutą Kuroń i Pawłem Barańskim przemierzyliśmy Trakt Królewski i dotarliśmy pod sejm. Tam był już zbity tłum. Mignęły mi m.in. Renata Kim z Newsweeka i Barbara Nowacka. I wiele innych osób. Tu należą się szczególne podziękowania przyjezdnym uczestnikom Czarnego Piątku, którym się chciało przyjechać (Marioli Szwarc i innym).

Ledwośmy dotarli, już zapowiedziano przemarsz pod Kaczora, czyli na Nowogrodzką. Zanim udało się nam wydostać z ulicy Matejki, zdążyliśmy się uraczyć wspaniałym, gorącym żurkiem z białą kiełbaską, boczkiem i jajkiem (czyli po wielkanocnemu), który nam zaserwował nasz niezrównany Franciszek Jagielski z Łodzi. A kocioł stał tuż obok miasteczka namiotowego OSA i ODnowy. Wszyscy reprezentanci z tych organizacji, oczywiście, stawili się na marszu, wielu wspierało organizatorki. Tam spotkałem Mateusza Kijowskiego i Małgorzatę Rosłońską i wspólnie, wolnym kroczkiem, bo tłum był zbity, pomaszerowaliśmy w kierunku Ronda de Gaulle’a przez Plac Trzech Krzyży.

W Alejach Jerozolimskich dołączyliśmy do Kotki Peli Konrada Materny i już całą drogę waliliśmy w wielki bęben (raz Konrad, raz Mateusz, a raz ja) skandując soczyste hasła i slogany. Zanim doszliśmy do Dworca Centralnego, zaczęło zmierzchać. Przy Placu Starynkiewicza zrobiło się całkiem ciemno. Z Placu Zawiszy skręciliśmy pod siedzibę PiS-u, gdzie wysłuchaliśmy mów końcowych działaczek feministycznych z licznych ruchów kobiecych.

Szanowni Państwo, chciałbym wymienić z nazwiska więcej moich znajomych, organizatorek i współorganizatorów, uczestniczek i uczestników, ale byłaby to lista obejmująca przynajmniej sto osób, więc siłą rzeczy ograniczyłem się do kilkorga.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tej społecznej mobilizacji, zbudowany, że mimo iż PiS oraz kler za pośrednictwem rządzących boksują nas od dwóch i pół roku, strasząc pozbawieniem praw obywatelskich, tworząc prawo pełne niekonstytucyjnych nakazów i zakazów, że mimo to jesteśmy w stanie wciąż wykrzesać z siebie energię do buntu i niezgody, i przeciwstawienia się autorytarnym zamierzeniom Kaczyńskiego. Że nie upadliśmy na duchu, że jesteśmy aktywnymi, zaangażowanymi w życie wspólnoty, w życie społeczne obywatelkami i obywatelami. Że nader licznie reprezentowana jest wśród nas młodzież. Że jeszcze Polska nie zginęła!

Rating: 4.6/5. From 10 votes.
Please wait...

Facebook Comments