Obywatel donosiciel

Mamy za sobą niedzielę z zakazem handlu. Zdania w tej sprawie są podzielone: jedni są za zakazem, żeby ekspendienci(-tki) mogli(-ły) spędzać czas wolny z rodziną, inni są przeciw z racji ograniczenia tym zakazem naszej obywatelskiej swobody do dysponowania własnym czasem.

Kochający wolność zwyczajnie nie życzą sobie, by ktoś za nich decydował, kiedy mają robić zakupy. System obstrukcyjny – a do takich należy autorytaryzm Kaczyńskiego – opiera się na regulacjach nakazowo-zakazowych, jak w PRL-u, albo co gorsza w innych okolicznościach znanych nam z historii.

Chodzi jednak o pewien niuans, który tutaj warto podnieść, a który w dyskusji na temat tego zakazu jakoś nam umyka. W regulacji wprowadzonej przez PiS zakaz musi być respektowany, a zabawa opiera się na współdziałaniu instytucjonalno-społecznikowskim. Ogniwem instytucjonalnym jest Państwowa Inspekcja Pracy (PIP), ogniwem zaś społecznikowskim jest obywatel, który donosi, że zakaz w danym miejscu został złamany.

PIP uruchomiła infolinię, pod którą można zadzwonić z donosem na obywatela nie respektującego zakazu handlu w niedzielę. Gdyby nie donosy, PIP nie mogłaby spełnić swojego zadania, ponieważ kontrole, czy zakaz jest przestrzegany mogą się odbywać jedynie wyrywkowo. PIP nie posiada aż tak rozbudowanej infrastruktury, by dokonywać kontroli masowych i systematycznych. Może się opierać jedynie na donosach.

I tu pojawia się dylemat natury moralnej: czy donos jest etycznie pożądany, czy przeciwnie – naganny. W tym względzie istnieją dwa skrajne podejścia, które tu pokrótce omówię.

Pierwsze podejście potępia każde doniesienie na współobywatela złożone organom kontrolnym czy organom ścigania, uznając, że z definicji donos jest godny potępienia. Niestety, w takim ujęciu społeczeństwo staje się układem mafijnym, kierującym się zmową milczenia, a więc przyzwolenia na przestępczą działalność obywateli. Dyskrecja zostaje w takim podejściu wywyższona ponad umiłowanie praworządności.

W drugim podejściu skrajnym uznaje się, że obywatel ma obowiązek współpracować z organami kontrolnymi państwa, w tym organami ścigania. Niezależnie od charakteru normy, jej szkodliwości i wpływu na zbiorowość, donos musi być składany. Tu z kolei mamy do czynienia z prymatem lojalności obywatela wobec państwa ponad klimat wzajemnego społecznego zaufania.

Tu chcę zadeklarować, że optuję za złotym środkiem. Kiedy pijak sika w miejscu publicznym nie zadzwonię do straży miejskiej, by mu wlepiła mandat. Kiedy jadę środkiem komunikacji miejskiej i nabywam podejrzeń, że współpasażer nie skasował biletu, to też nigdzie nie zadzwonię. Kiedy widzę, że ktoś zwędził jabłko ze straganu, nie doprowadzę go przed oblicze sprawiedliwości. Donos uważam za obrzydliwy. W wymienionych przypadkach moi współobywatele postąpili źle, ale szkodę oceniam jako niewielką i dlatego nie reaguję.

Wszelako, kiedy widzę, że popełnione zostało przestępstwo znacznych rozmiarów na szkodę społeczną, to we własnym jak najlepiej pojętym interesie decyduję się na zgłoszenie. Nie mam bowiem zamiaru kryć przestępców.

Mam wrażenie, że w Polsce jest pewna – nie potrafię określić, jak znaczna – część obywateli, którzy donos traktują jak rozrywkę. Kiedy pojawia się przepis zakazu niedzielnego handlu, zgłaszają złamanie tego zakazu na infolinię PIP dla samej przyjemności uprzykrzenia się lub też zaszkodzenia lokalnemu sklepikarzowi. Donosicielowi wprawdzie od tego się nie poprawi, może poza przekonaniem, że ma władzę nad losem innych. I poza karmieniem własnej bezinteresownej zawiści.

Chociaż nie wiadomo do końca, czy donosy na infolinię PIP nie wiążą się z losowaniem nagród. Może donosiciel liczy na gratyfikację? Tego na razie nie wiemy. Państwo autorytarne powinno zanęcić nagrodą, proponuję pół litra wódki. To przecież niewiele… A może szantażuje nieszczęsnych sprzedawców?

Jest jakieś dojmujące pęknięcie w postrzeganiu przez społeczeństwo wymiaru moralnego tego typu aktów. Wiemy skądinąd, że zmowa milczenia w zakresie przemocy domowej jest dość powszechna. Jęki zza ściany sąsiedzkiej nie wzbudzają u naszych rodaków potrzeby interwencji, natomiast otwarty sklep – przeciwnie. Trudno to wyjaśnić inaczej, jak tylko anomią, czy też heteronomią moralną (pierwsza oznacza brak przyswojonych norm moralnych, druga – ich znajomość, ale jednocześnie nie identyfikowanie się z nimi). Dojrzałą formą moralności jest uwewnętrznienie norm moralnych i traktowanie ich jako własne.

Złożenie doniesienia na sąsiada bandytę, który znęca się nad rodziną, żoną i dziećmi, wymaga świadomości, że nie wolno tolerować przemocy domowej. Tymczasem „konserwatywna” władza PiS spod znaku dobrej zmiany wysyła do społeczeństwa jasne komunikaty, że patriarchalna przemoc domowa należy do polskiego dziedzictwa kulturowego, że jest zjawiskiem rozdmuchanym przez środowiska postępowe, a może nawet – pożądanym. Ci, którzy mogliby zapobiec przemocy, a tego nie czynią, usprawiedliwiają się strachem przed zemstą sąsiada brutala. I uspokajają w ten sposób sumienie.

Donos jednak na otwarty w niedzielę sklep złożą skwapliwie, bo to nie wymaga żadnej odwagi. Przeciwnie, można pozostać donosicielem anonimowym, którego się nie zidentyfikuje. Dochodzi do tego przekonanie o własnej szlachetności, bo przecież dopilnowało się porządku prawnego we własnym środowisku lokalnym. Donosiciel ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku. To nic, że norma, na podstawie której złożył donos jest co najmniej wątpliwa i kontrowersyjna, a może nawet szkodliwa. Traktuje się jej przestrzeganie pryncypialnie, bez rozważania sensowności. Klimat wzajemnego zaufania społecznego ulega erozji. Obywatele patrzą na siebie podejrzliwie: który jest donosicielem?

I na koniec refleksja: donosicielstwo kojarzy mi się brzydko. Przy zachowaniu wszelkich proporcji, bo sytuacje są nieporównywalne, i szkody z donosu niewspółmierne, zwracam uwagę na sam mechanizm i zasadę jako taką – trwa w Polsce debata, ilu wśród Polaków podczas okupacji parało się szmalcownictwem. Wielu, czy tylko nieliczni? Być może teraz porównawczo da się to policzyć, jako skłonność do donosów?

_____________

Zdjęcie pochodzi z notatki Piotra Rachtana „Kultura anonimowych donosów”, zamieszczonej w „Kontratekstach”.

Rating: 1.0/5. From 3 votes.
Please wait...

Facebook Comments