Laboga, co u Łozińskiego?!

Zewsząd dochodzą nas słuchy, że Krzysztof Łoziński cierpi perypetie w łonie zarządu. Nie to, by go ktoś wyślizgiwał, chodzi raczej o apanaże, które były płacone lekką ręką przez KOD nowemu liderowi.


Sytuacja powinna zostać wyjaśniona, ponieważ jak jeszcze niedawno twierdził pan Łoziński, jego stowarzyszenie jest wiodącą organizacją w Polsce, a kto wie, czy nie w świecie. Oczywiście, dopiero pod jego przywództwem, bo wcześniej nie było. Sądzę, że niebawem państwo Filiks, Marciniak i Szumełda zorganizują konfę prasową, podczas której zapałają świętym oburzeniem i wszystko opowiedzą. Być może dodadzą, że jak się dowiedzieli, to aż przysiedli z wrażenia, albo też dostali torsji z przepracowania.

Kiedy Krzysztof Łoziński niespełna rok temu został wybrany na przewodniczącego zarządu KOD, odgrażał się, że w mig uporządkuje tę stajnię Augiasza i wyprowadzi organizację na prostą. We wszystkich wywiadach i publicznych wypowiedziach bezlitośnie chłostał swojego poprzednika, Mateusza Kijowskiego, wydając nań zaocznie wyrok potępienia i cywilnej śmierci, i szermując oskarżeniami rodem z pisowskich gadzinówek.

Taktyka dezawuowania dokonań Kijowskiego w KOD miała stanowić łatwą trampolinę dla kariery Łozińskiego, i faktycznie przez kolejne miesiące prasa mu schlebiała. Miał swoje 5 minut. Teraz jednak coś się załamało. Wprawdzie, jak rozumiem, to wciąż „wewnętrzne sprawy” organizacji, ale nie do końca. Z dwóch przyczyn.

Po pierwsze dlatego, że jednak część ludzi dała się omamić nowemu zarządowi głównemu, więc mają prawo do wyjaśnień, dlaczego organizacja przestała działać. Po drugie dlatego, że trzeba być konsekwentnym: skoro już raz wewnętrzne sprawy zostały wywleczone przed rokiem, to i teraz nie ma powodu, by tkwiły w utajnieniu.

Krzysztof Łoziński, autor „Raportu gęgaczy” już witał się z gąską, osiągając cel, który wytyczyli mu młodsi przyjaciele, poplecznicy z zarządu KOD: ich adwersarzowi, Mateuszowi Kijowskiemu, przedstawiono bowiem akt oskarżenia, to znaczy, jeszcze nie jemu konkretnie, ale już prasie, ku uciesze i radości gawiedzi, zarówno tej pisowskiej, jak i tej związanej z Łozińskim.

Lecz, ojoj!, pan Łoziński nie może się cieszyć i zatriumfować, bo obcięto mu apanaże. Jest jakiś rozłam wewnętrzny, jakieś przepychanki w łonie nie działającego zarządu KOD-u. O co chodzi? Czy pan Łoziński nie zechce powieść nas na barykady?! Wiadomo, że praca charytatywna jest demoralizująca jego zdaniem, ale przecież obowiązek wzywa!

Czy marszałek Karczewski miał rację mówiąc, że to koniec KOD, i czy Łoziński jest KOD-u grabarzem?

PS. Na pocieszenie ludziom przyzwoitym:
Mateusz Kijowski: Nie zamierzam się ukrywać. Działałem publicznie i z tego powodu zostałem oskarżony

Rating: 4.3/5. From 11 votes.
Please wait...

Facebook Comments